Następnego dnia obudziłam się pierwsza. Wywlokłam się z łóżka i poszłam do łazienki. Później poszłam do kuchni, zrobić nam śniadanie. Wyjęłam chleb ziarnisty i masło, nóż, jakieś warzywa z lodówki nadające się do kanapek. Zaczęłam dokładnie rozsmarowywać masło na kromkach. Później nakładałam warzywa. W pewnym momencie postanowiłam włączyć radio. Ściszyłam na tyle, aby nie obudzić Maksa, ale też żeby coś słyszeć. Leciała jakaś fajna nuta, więc odruchowa zaczęłam "tańczyć". Maks pewnie padłby ze śmiechu, gdyby mnie zobaczył w tej chwili, ale co...ja też bym pewnie się zaczęła śmiać, więc robiłam dalej swoje. Kiedy nałożyłam kanapki na talerz, odwróciłam się, aby postawić naczynie na stole i mało co nie wypadło mi z rąk, ponieważ w drzwiach kuchni stał jakiś mężczyzna. Elegancko ubrany, z walizką. To pewnie ojciec Maksa. No tak miał dziś wrócić z konferencji, a ja w samej bluzce. Staliśmy tak chwilę w ciszy i przyglądaliśmy się sobie.
Maks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz