piątek, 9 września 2016

Od Rose do Maksa

Jak tylko wróciłam do domu po szkole, ppszłam do swojego pokoju i walnęłam się na łóżko. Byłam bardzo zmęczona, w końcu nie ma to jak trzy chemie pod rząd. Nagle do pokoju wszedł ojciec, znowu się na mnie darł. Rzucił coś na podłogę i zaczął przeklinać. No tak, nie odbędzie się bez awantury. Chodziło mu coś o pralkę i poecyk gazowy, że niby się zepsuł, oczywoście to i wyłącznie moja wina. Zaczęłam się bronić, usłyszałam kolejne mocno poniżające mnie przymiotniki jak i rzeczowniki. Jak zawsze skończyło się moim płaczem, nie dawałam rady już z nim. Musiałam wyjść.
***
Siedziałlam na murku, przy jednym z miejskich parków. Byłam cała zapłakana, ludzie tylko przechodzili obok i patrzeli na mnie jak na idiotkę... chciałam im coś powiedzieć nie miłego, ale zachowałabym się wtedy jak ojciec. A tego nie chciałam. Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak.
- Cześć. Co się stało? -nie jakiś chłopak, to nakprzystojniejszy chłopak na świecie...z mojej klasy. Maks. Ach, podkochuję się w nim już od podstawówki. Jest meega słodki. Cholera, widzi mnie w takim stanie. Fatalnie. Przetarłam pospiesznie policzki, a on nadal czekał na odpowiedź.
- Nic nowego, przyzwyczaiłam się. -powiedziałam i uśmiechnęłam się smutno. Mając nadzieje, że nie zapyta o szczegóły.

Maks? (Spytaj xd ;*)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz