- Dobra. -założyłam plecak na plecy.
Poszliśmy jeszcze pokazać się wychowawcy, żeby nas wszystkich policzyła i tego typu sprawy. Później ruszyliśmy do mojego domu. Idąc tak nocą, wspominaliśmy sobie najśmieszniejsze zdarzenia w naszym życiu. Było fajnie, ale do czasu. Kiedy byliśmy pod drzwiami do mojego domu, odechciało mi się wszystkiego.
- No...to do zobaczenia jutro. -powiedział Maks, zwalniając.
- Ale, dopiero za cztery dni wracamy do szkoły.
- To nie morzemy się spotkać wcześniej? -uśmiechnął się szarmancko.
- Jasne, że możemy. -uśmiechnęłam się.
Staliśmy tak chwilę, w końcu zebrałam się na odwagę i przytuliłam go.
Po chwili odwzajemnił gest. Znowu staliśmy tak długo.
- To do jutro, zdzwonimy się. -powiedział, gdy się od siebie odsunęliśmy.
- Do zobaczenia.
***
Jak tylko weszłam do domu usłyszałam parę wyzwisk od ojca. Norma. Ppszłam się wykąpać, rozpakować.. ale ojciec nie dał mi spokoju, znów coś sobie wymyślił. Zaczęła się kolejna awantura, tym razem skończyłla się tym, że dostałam od ojca w twarz. W oczach pojawiły mi się łzy, złapałam bluzę i wybiegłam z domu. Było już po północy. Biegłam cały czas przed siebie. W końcu się zatrzymałam, usiadłam na chodniku i zaczęłam płakać. Było mi tak bardzo smutno, wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Maksa.
Maks?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz